Jestem w związku. Nie jestem zakochana.

Jestem w związku.Nie jestem zakochana.

Jestem w związku, nie liczę czasu, ale dobre parę lat. Mieszkamy ze sobą. Zdarza nam się jeść razem śniadania. Chodzimy czasem na randki. A jednak nie wzdychamy do siebie, nie wydzwaniamy z pracy, nie każdy wieczór spędzamy w tym samym pokoju, a kiedy jedno z nas wyjeżdża to drugie nie popada w agonię, wręcz przeciwnie, korzysta z życia i zaprasza kumpli, albo chodzi po domu w zielonej maseczce, której partner nie lubi. Nie przypinamy kłódek ze swoimi imionami na mostach, nie mamy dwóch takich samych tatuaży, nie obchodzimy Walentynek. Obydwoje jesteśmy zajęci, jesteśmy parą, jesteśmy w związku, wzięliśmy nawet mały ślub, a jednak NIE JESTEM ZAKOCHANA.

Czym tak naprawdę jest zakochanie?

Z punktu widzenia nauki, to produkcja pewnych neuroprzekaźników. W skrócie PEA, czyli fenyloetyloamina, sprawia że świat nie ma dla nas barier nie do pokonania. Burza hormonów doprowadza człowieka w stan podobny do tego podczas zażywania narkotyków. Organizm ludzki jest na haju, sprawia że człowiek głupieje, zapomina jeść, spać, decyzje które podejmuje nie są racjonalne. Noradrenalina działa jak środek dopingujący lub amfetamina, jak kto woli. Generalnie nauka stan zakochania tłumaczy jako pewien proces chemiczny, który zachodzi w mózgu.

Z kolei, z punku widzenia osoby zakochanej, zakochanie uskrzydla, dodaje siły, sprawia, że tzw. ”motyle w żołądku” nie potrzebują towarzystwa w postaci jedzenia i picia. Żywimy się powietrzem. Gdy jesteśmy zakochani, brakuje nam tylko jednego – tej konkretnej osoby.

Żeby pojąć dlaczego niektórzy ludzie żyjący ze sobą nie są w sobie zakochani, trzeba rozgraniczyć miłość od zakochania. To drugie pojawia się na początku znajomości. Jest infantylne, często nieodpowiedzialne i nie zawsze kończy się prawdziwą miłością. Zakochanie zdarza się w życiu o wiele częściej niż miłość. To fajny stan, odrywający nieco od rzeczywistości. Mało ma jednak wspólnego z prawdziwym uczuciem i często nie przechodzi próby czasu lub nie dźwiga ciężaru problemów.

Wracając do mnie, niezakochanej…

Nie jestem zakochana od kilku lat. Nie robię omletów w kształcie serduszek, nie układam napisów z płatków śniadaniowych, nie zostawiam też ukrytych liścików na łazienkowym lustrze. To było dawno, wtedy kiedy tak naprawdę niewiele wiedzieliśmy o sobie nawzajem.

Nie jestem zakochana, ale wiem co to miłość. Wiem, że większą wartość niż samodzielnie przygotowana kolacja przy świecach, ma zrozumienie dla drugiego człowieka, nauczenie się szanowania jego odrębności, dbanie o niego podczas choroby czy troska o niego, kiedy wyjeżdża na drugi koniec świata. Więcej warta niż prezent bez okazji jest pewność, że ktoś się o mnie martwi albo wierzy we mnie i to, że nie jestem sama, że jesteśmy MY. Bardziej niż kwiatki bez okazji, cenię sobie komfort, że potrafimy cały dzień spędzić obok siebie w ciszy, czytając książki, bez niepotrzebnych ciśnień, że skoro jesteśmy parą, musimy ze sobą rozmawiać.

Nie jestem zakochana. Ale byłam. Wiele razy. Wiem jakie to cudowne i wspaniałe uczucie, ale cieszę się, że minęło. W końcu te pobazgrane lustro, rozsypane płatki róż czy napisy z produktów spożywczych ktoś, suma summarum, musiał sprzątać.

A poważnie, zakochanie jest cudowne, ale do miłości mu daleko. Ta, choć mniej narzucająca się, mniej widoczna i nienachalna, daje poczucie bezpieczeństwa i spokoju ducha. Jest wypełnieniem życia, bo nie da się być szczęśliwym bez miłości, a można to osiągnąć bez stanu zakochania…