#zamachlipcowy ,czyli jak zostałam muzułmanką i zdrajczynią

#zamachlipcowy

Nie głosowałam na Pis.

Miałam swoje powody. Należę do osób, które źle wspominają ich poprzednie rządy. Pamiętam euforię tuż po ogłoszeniu wyników i radość, kiedy Jarosław Kaczyński podał swój rząd do dymisji w 2007 roku. Pamiętam również kolejki na następnych wyborach. Ludzie nie mieścili się w pomieszczeniu, gdzie stały urny. Jak wielka to była determinacja, świadczy fakt że na karcie do głosowania zakreśliłam tzw. ”jedynkę” z partii, która miała największe szanse wygrać z Pisem. Większość z nas kierowała się tylko tym, jak odsunąć ich od władzy. Tyle polityki…

Przez 34 lata mojego życia nikt nie nauczył mnie protestować.

To zjawisko znałam tylko z książek od historii. Ludzie na ulicach? Nie mieściło mi się to w głowie. Przecież dorastałam w wolnej Polsce, pamiętam wstępowanie mojego kraju do NATO, do Unii Europejskiej. Przecież żyję w wolnym kraju, mogę wszystko!

My, Naród

Ludzie. Każdy z nas jest podobny. Mamy swoje problemy, rodziny, małe radości. Mamy swój kraj i odmienne poglądy. Kiedy wygrał PiS to po prostu wygrał, demokracja. My naród, a więc ja , mój sąsiad, moja rodzina, osoba która siedzi obok mnie na przystanku – wszyscy jesteśmy Polakami. Wierzyłam w to i szanowałam poglądy innych, bo każdy ma do nich prawo.

Niestety, mój Naród został skażony nienawiścią i nakarmiony jadem. Z dnia na dzień, ja, mój mąż, wiele innych ludzi staliśmy się „gorszym sortem”, takim zepsutym warzywem czy uszkodzonym egzemplarzem. Nagle ONI byli Polakami, dawali sobie prawo do nazywania się patriotami i noszenia ubrań z polską Husarią albo ze Znakiem Polski Walczącej.  A my zostaliśmy ochrzczeni LEWAKAMI. To określenie weszło do opinii publicznej i rozlało się jak olej, który ciężko zetrzeć. Trudno było dowiedzieć się od tych „lepszych” kim jest LEWAK, tym bardziej, że przecież dawno w polskiej polityce nie było czegoś tak mocno lewicowego jak program 500+. Wtedy pierwszy raz doszło do mnie, że skończyła się dyskusja. Na merytoryczne pytania dostawałam niecenzuralne odpowiedzi. W sieci anonimowi ludzi ubliżali mi od wspomnianych lewaków, żydów, niemieckich szmat czy lemingów. Na ulicy zostaliśmy zaatakowani przez podpitych, łysych i dobrze zbudowanych ludzi w koszulkach ze znakiem Powstania Warszawskiego. Ubliżali nam i chcieli bić, bo siedzieliśmy nad Wisłą w, ich zdaniem „lewackim miejscu”. Ktoś z mojej dalszej rodziny nazwał mnie na Facebooku „głupią pindą”. Zrobił to tylko dlatego, że skrytykowałam coś, co zrobiła partia rządząca.Ten sam człowiek, jako jeden z pierwszych, pojechał po otwarciu granic zarabiać funty do Londynu. Dziś pluje na Unię i innych od siebie, tylko dlatego, że ktoś dał mu przyzwolenie na wylewanie swoich życiowych frustracji na „gorszy sort”.

Trudno jest się odnaleźć w miejscu, gdzie za poglądy ludzie zieją nienawiścią, gardzą i krzyczą na ulicach:

„śmierć wrogom ojczyzny!”.

Ale przecież przykład idzie z góry. Poniżej profil na Fb pani poseł Anny Kołakowskiej, tej samej, która z mównicy sejmowej nawoływała do ogolenia na łyso posłanki Agnieszki Pomaskiej. W Polsce w ten sposób golono kobiety, które podejrzano o związki z nazistami…

#zamachlipcowy

Jestem nim, stałam się WROGIEM OJCZYZNY, bo myślę inaczej, widzę mój kraj w Unii. Chcę kraju, z którego moje dziecko będzie mogło wyjechać na studia do innego państwa UE, chcę Polski normalnej, chcę rozmawiać o uchodźcach i rzekomych ich najazdach, (które zatrzymał rząd), o ich gwałtach i mordowaniach. Chcę pytać i dostawać odpowiedzi na temat „polskiego katolika”, który na wigilię stawia talerz dla zbłąkanego wędrowca,(nomen omen symbol Jezusa – imigranta, błąkającego się trzy lata z rodziną po Egipcie), a potem gotów jest zabić człowieka o innym kolorze skóry. Wyobrażałam sobie mój kraj jako wolne miejsce, gdzie różnimy się poglądowo, ale potrafimy rozmawiać i słuchać innych. I za takie myślenie jestem wrogiem ojczyzny…

Złodzieje

Pokolenie starsze ode mnie wciąż jak mantrę powtarza, że Polskę rozkradli. Ci bardziej radykalni twierdzą, że żydzi, Soros, Niemcy itd. Pytam się, kiedy szanowni Państwo przestaniecie truć się własnymi emocjami? Bo przecież skąd biorą się choroby i zgryzota, jak nie z emocji, które sami generujemy? Współczuję tego uczucia i nie potrafię pomóc. Starałam się tłumaczyć, że przyszło nowe, że moi przyjaciele z Niemiec to nie Hitler, że te czasy, to nie to samo co kiedyś. Należy pamiętać, ale nie tkwić nadal w historii, na to szkoda życia. Dziś, 26-go lipca 2017 roku, mogę napisać jeszcze jedno: nie podobało się? Rozkradali? To trzeba było wyjść na ulicę!

Ci sami ludzie korzystają z Unii i nienawidzą jej. Zabolało mnie, kiedy moja koleżanka z Francji napisała mi, „wy Polacy, to chcielibyście tylko brać, ale dawać to już nie”. Zabolało mnie to WY. Przecież nikogo nie obchodzi, że taka nie jestem. Dla kogoś z zewnątrz jestem tym „polactwem” co często fatalnie zachowuje się za granicą. Wystarczy przejrzeć ostatnie badania na temat tego,  jak postrzegają nas na świecie. Wstydzę się tego. Żal mi mojego kraju, bo według mnie za 500 zł. sprzedano godność. Nie przyjmuję argumentów, że to dobry program, bo on nie jest z myślą „by żyło się lepiej”, a z założeniem „by siedziało się cicho”.

Duszę się

Język pogardy przynieśli do Polski politycy. Trudno jest na nich patrzeć, na ich twarze, które z taką lekkością wypowiadają słowa, które mnie obrażają tylko dlatego, że myślę inaczej. A przecież mam do tego prawo! Uciekam od dyskusji politycznych w moim otoczeniu, bo czuję że rozmawiam z paskami z TVP INFO. Kiedyś ktoś powiedział mi, że przez moje poglądy uchodźcy będą gwałcić moją córkę, że nie szanuję historii bo „Niemiec to wróg.” Za mój szacunek do papieża Franciszka zostałam opluta, bo to „lewacka szmata”. Teraz mówią, że za protest miałam płacone…

Ci, bardziej radykalni żyją w świecie zamachów, zorganizowanych akcji, celowym przerzucaniu muzułmanów itd. Trują swoje umysły i swoich bliskich. Tak zwyczajnie po ludzku i szczerze – współczuję im. Życie w atmosferze chorobliwej podejrzliwości musi być trudne.

#zamachlipcowy

#zamachlipcowyTo tylko dwie wypowiedzi, spośród licznych polityków w stronę ludzi takich jak ja. Nie dziwi fakt, że potem są one powielane lub cytowane przez innych z absolutnym przekonaniem o własnej nieomylności.

Ja – muzułmanka z dzieckiem

Na protest pod Sąd Najwyższy zabrałam swoją córkę. Wcześniej pokazałam jej w domu naszą Konstytucję i „O Duchu Praw” Monteskiusza. Narysowałam też trzy filary, jako trójpodział władzy, na strzałkach wytłumaczyłam dziecku o co chodzi. Atmosfera na protestach o 21-szej za każdym razem była wzruszająca. Czytanie Konstytucji, potem  John Lenon i „Imagine”.Chowane były transparenty partyjne, nie było agitacji. Byli ludzi, bardzo serdeczni i uśmiechnięci. Wszyscy różni, a jednak połączeni niepokojem o swój kraj.

Pogarda i niestety głupota moich rodaków bardzo  szybko mnie dogoniła. Wystarczyło wejść na Facebooka lub włączyć telewizor…

#zamachlipcowy

#zamachlipcowy

Ta obsesyjność jest przerażająca.

Nikt nie nauczył mnie protestować.

Nie umiałam krzyczeć na ulicach. Pierwszego dnia milczałam i obserwowałam innych. Na początku to była garstka pod Sejmem, ale z godziny na godzinę ludzie się zatrzymywali, bo wiedzieli co dzieje się za tymi, jakże przerażającymi ogromem, barierkami. Nikt nam nie zapłacił, nikt nie wołał. Wyszłam ze strachu, bo nagle znalazłam się w kraju, którego nie znam. W kraju gdzie jeden człowiek chciałby mieć wszystko i władać wszystkim. Byłam pod Sejmem, pod Pałacem Prezydenckim i Sądem Najwyższym. Byłam codziennie, bo nigdy wcześniej tak silnie nie czułam, że mam obowiązek względem mojego kraju i córki, która przecież będzie tu dorastać. Trudno było krzyknąć pierwszy raz, pierwszy raz podnieść rękę. Nie miałam kogo zapytać jak się to robi. Emocje gęstniały i ci, którzy mówią, że my – osoby protestujące dały się wciągnąć w manipulację emocjami, nie mylą się. Tyle, że manipulatorem była partia rządząca i to w jaki sposób procedowała te chore ustawy. W nocy, bezczelnie, obrażając naszą inteligencję i grodząc się policją. Nie ma prawa oceniać nas ten, kto z nami nie był i nie widział tego na własne oczy. Jak na ironię, to właśnie tacy ludzie mają na ten temat najwięcej do powiedzenia.

Nie jestem tzw. elitą, nie mam niemieckich korzeni, nie jestem ważna dla ogółu. Ja chcę po prostu w Polsce trójpodziału władzy, chcę poczucia wolności i nie chcę bać się zależności od decyzji pana Kaczyńskiego. Chcę wolności, którą dopiero teraz tak prawdziwie pokochałam i zrozumiałam, której nie doceniałam, zanim stanęła przede mną wizja nieuczciwych wyborów. To jest wolność, której nie oddam.

Komuna wszechobecna

Ci, co pamiętają komunę nie kojarzą ją z czymś dobrym. Jakże prostym sposobem na poparcie pewnych idei jest powiedzenie, że tam czy gdzieś indziej są komuniści i trzeba ich przepędzić. Bardzo to marny obraz poziomu inteligencji odbiorców takich idei. Rzeczywistość wygląda zgoła inaczej, ten kto pracuje w sądzie lub ma do czynienia z nim częściej niż przeciętny odbiorca takich bajek, wie że obecni sędziowie byli za młodzi w czasach komuny, żeby trzymać się stołków już od wtedy.

Oczywiście sądy nie pracują idealnie, są obłożone pracą. Wśród sędziów i w ogóle prawników zdarzają się czarne owce. Człowiek jest tylko człowiekiem, nie każdy uczciwy i krystalicznie czysty. Czy gdy lekarz w szpitalu bierze łapówki albo popełni błąd lekarski, to ktoś podpala szpital? Chyba nie. To, że gdzieś istnieją uchybienia, nie powinno oznaczać wysadzania w powietrze wszystkich. Czy dlatego, że Pani Pawłowicz przynosi wstyd swoim zachowaniem polskiemu parlamentowi, oznacza to, że wszyscy przynoszą? Czy to, że pan Kaczyński podobno spał 13-go grudnia oznacza, że wszyscy spali? Chyba nie! Tani chwyt, a jednak ludzie się złapali. Każdy jednak ma swój rozum i nie mam zamiaru oceniać jego sprawności.

Nie jestem ofiarą

Nie czuję się słaba. Emocje, które zobaczyłam na protestach w lipcu w Warszawie zostawię dla siebie. Nie biorę sobie głęboko do serca prób obrażania mnie, nazywania „pożyteczną idiotką” czy „esbecką wdową”. O Sorosie i rzekomych „sponsorowanych świeczkach” szkoda mi nawet pisać.

Zastanawia mnie co będzie za kilka lat? Władza się zmieni, a twarz zostanie. Emocje w rodzinie, wśród znajomych, sąsiadów… Przyszło zło, które wyciągnęło z ludzi najgorsze cechy. Pogarda, brak szacunku i niestety ta nieskrępowana pewność do własnych racji, swoisty brak chęci zrozumienia drugiej strony. O imigrantach najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy żadnego na oczy nie widzieli. O sądach i komunistach podobnie. Nie biorę więc do siebie tego, że w oczach tych „lepszych” jestem lewakiem. Może bycie kimś złym w oczach ludzi, którzy gardzą innymi to coś dobrego?

Ludzie

Spotkałam ich przez ostatnie dni bardzo wielu. Była pani biolog, która opowiadała mi fachowo o in vitro i zakłamaniach polityków na ten temat. Była młoda prawniczka, która nie mogła uwierzyć, że wchodząc w zawód o którym marzyła, ktoś wrzuca ją do worka z ubekami i komunistami. Było młode małżeństwo, które na jesieni spodziewa się dziecka .Chcą wyjechać.

Największe wrażenie zrobiły na mnie trzy rzeczy. Po pierwsze, policjant, który powiedział, że nigdy nie sądził, że przyjdzie czas w którym tak bardzo będzie się wstydził swojego munduru.

Po drugie, pani Szczepkowska, która czytając wiersz Czesława Miłosza „który skrzywdziłeś” zmieniła jego koniec, bo „nikomu nie należy życzyć śmierci”…

Po trzecie, przemówienie pani Wandy Traczyk-Stawskiej, byłego żołnierza Armii Krajowej, która mówiła:

„…Prosimy was, bądźcie mądrzy, bądźcie bogaci w dobroć…”

 

A poniżej wycinek z forum jednej z telewizji, tak dla kontrastu, jak bardzo „bogaci w dobroć” są moi rodacy…

#zamachlipcowy

 

I tylko jedno nasuwa się pytanie, pytanie klasyka:

„coście (….) uczynili z tą krainą?”