Gdy nie kończysz tego co zacząłeś, gdzieś na świecie spada meteoryt.

nie kończysz

Czasem przyglądam się ludziom. Lubię na nich patrzeć, szczególnie na małe dzieci i zakochane pary. Widok miłości jest chyba jednym z najprzyjemniejszych doznań. Dziecięcy uśmiech, to z kolei najszczerszy grymas. Szczęściem można się zarazić, już samo przebywanie wśród życzliwych nam i szczęśliwych ludzi, sprawia że czujemy się lepiej.

Zdarza mi się, że planuję różne rzeczy. Mam notes, a konkretnie trzy notesy. Skrupulatnie zapisuję cele, datę realizacji i efekt. Na 10 stworzonych przeze mnie projektów, do finału doprowadzam góra dwa. Przeszkody, przez które 8 skazane są na porażkę, bywają różne. Używając tutaj sowa „życie” nie powiedziałabym prawdy. Lenistwo, brak wiary w sukces, strach, inni – to główne powodu fiaska moich planów.

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad blokadami, które mnie spotykają. Wszystkie, wydawać by się mogło, znajdują się poza mną. Na Ziemi nie mieszkają tylko zakochane pary i szczerze uśmiechające się dzieci. Niektórzy z ludzi wyspecjalizowali się w podcinaniu mi skrzydeł. Ich wina – tak kiedyś myślałam. Do tego dochodzą okoliczności. W sierpniu zapisywałam ile dokonam jesienią. Niestety deszcz, niskie ciśnienie i niezapraszana choroba pokrzyżowała te plany. Ktoś kto przyglądałby mi się z boku, mógłby odnieść wrażenie, że jestem ofiarą. Świat sprzysiągł się przeciwko mnie. Utrudnia mi życie. Wpadłam przez niego w letarg, właściwie śpię.

Nie podważam faktu istnienia ludzi mi nieżyczliwych czy niskiego ciśnienia mającego wpływ na mój organizm. Jednak nie to mnie blokuje, a ja sama. Strach przed podejmowaniem nowych wyzwań, realizacją marzeń i niepowodzeniami z tym związanymi, siedzi tylko w mojej głowie. Strach przed porażką, ośmieszeniem się czy zawiedzeniem kogoś jest wytworem mojej wyobraźni. Nie ma racjonalnego powodu, aby obawiać się reakcji innych ludzi. Nikt z nich nie jest idealny, a więc lepszy ode mnie. Czyjeś zdanie, a nawet drwiący śmiech jest kompletnie bez znaczenia. Jak mawiał Mahatma Gandhi:

nie kończysz

Nie ma również ani jednego racjonalnego wytłumaczenia odczuwania strachu przed porażką. Każdą porażkę, nie tylko można, ale i trzeba przekuć w sukces. To nie jest frazes, że każda porażka to doświadczenie, a zwyczajny, prawdziwy fakt.

Ograniczenia, o których mówię i które, jak widać, czasem jeszcze mnie dopadają, towarzyszyły mi przez 30 lat.

Daleko od domu, na pustej plaży, przy zachodzie słońca zapaliłam iskrę, która powoli rozświeca mi drogę już jakiś czas.

Wiem, że nie jestem idealna. Wcale nie chcę być. Wiem, że jeszcze raczkuję. Uczę się siebie i innych. Studiuję życie i baczniej obserwuję ludzi. Nie słucham ani nie oglądam głupot. Czasem wydaje mi się, że osiągnęłam wewnętrzny spokój, po czym przychodzi, jak ostatnio, nieproszona choroba i rozsypuje mi go. To nie jest jednak powód, żeby się poddawać. Zbieram kawałki tego spokoju i sklejam na nowo. Coraz większa ilość kleju sprawia, że jestem silniejsza. Jeszcze trzy lata temu nie traktowałam trudności życia jako nowych doświadczeń, a chorób jako wyzwania. Pod skórą wierzę w siebie i w to, że pewnego dnia z 10 założeń zrealizuje przynajmniej 3.

I każdemu tego życzę. Bo:

nie kończysz

I to wcale nie oznacza, że w tym czasie na głowy siedmiu ludzi spadnie meteoryt.