Dlaczego nie sprzątam na święta…

nie sprzątam na święta

Nie sprzątam na święta i mam bardzo dobre wytłumaczenie.

Nie, nie jestem podła, nie życzę ludziom źle i właściwie nie lubię się z nich śmiać. To przez moją niezdarność. Kiedy często bez powodu przewracasz się na ulicy, a ludzie wokół mają z Ciebie dobrą zabawę, szybko uczysz się, że czyjeś nieszczęście nie jest zabawne.

Więc nie śmieję się z ludzi. Chyba, że przed świętami, kiedy wszyscy postanawiają przygotować swoje domy na… właściwie nie wiem na co. Moja sąsiadka, którą bardzo lubię – żeby nie było, niemal wyrzuciła dziś rano męża z domu. Właśnie przez nadchodzące święta i to nieszczęsne sprzątnie.

Zaczęło się od tego, że dwa dni temu zagoniła tego biednego chłopinę trzepać dywany. Mamy w okolicy jeden trzepak. Nieszczęśnik więc spacerował z tymi dywanami przez dobre 500 metrów. Sęk w tym, że polanka na której stoi trzepak jest wybiegiem dla psów. A właściciele tych zwierząt dzielą się na dwie kategorie, tych co sprzątają po swoich pupilach i tych, kiedy gdy ich pies załatwia swoją potrzebę, udają że właśnie dostrzegli kometę na niebie, albo piszą arcyważnego esemesa.

Facet miał dwa dywany. Jeden wytrzepał, zwinął w trąbkę i postawił obok trzepaka. Zawiał wiatr, dywan się przewrócił. Kiedy poszedł go podnieść, ten który wisiał na trzepaku spadł na ziemię dokładnie tak samo jak spadają posmarowane masłem kanapki. Ważniejszą częścią w dół. Z tym że, pod sobą nie miał podłogi, a psią kupę o konsystencji niestandardowej.

Żona wściekła przyszła na polankę ocenić sytuację, po czym wraz z mężem rozpoczęła pranie dywanu. Obrazek był epicki, oni z miednicą i gąbkami, obok ludzie z psami, ona wściekła, on milczący. Ale wiadomo, idą święta, czas miłosierdzia. Chłopu się upiekło.

Jednak dziś rano spotkałam sąsiadkę z dywanem koło kubłów na śmieci. Pytam więc, co się stało? Czyżby dywan się nie doprał?

„Aaaa, niech pani da spokój z tym moim starym. Co sprzątanie na święta to ta oferma musi coś wymyślić. Powiedziałam, że dywan uprałam i ma go tylko rozłożyć na balkonie, niech się suszy.”

I co?

„Proszę panią niech pani da spokój. Pojechałam na zakupy, poszedł deszcz, potem grat. Z resztą widziała pani jaka ulewa była. Dywan zamókł. Potem zawiało, jeszcze mi nowe pelargonie poprzewracał, ziemię wywalił. I po dywanie. Powiedziałam staremu, żeby mi się na oczy nie pokazywał…”

 

Dlatego właśnie się sprzątam na święta. Jeden błąd i rozwód gotowy…