Niemy Sejm i #protestdziennikarzy

#wolnemediawsejmie

 

Dziś protest dziennikarzy. O co tyle krzyku?

Cenzura w Polsce Ludowej miała się bardzo dobrze do 1990 roku. Jej odejście, wydawać by się mogło, na zawsze, nauczyło nas, że świat polityki to nie tylko czcze obietnice i wyprasowane garnitury.

Polacy nigdy nie byli naiwni, choć w latach 80-tych było im trudniej weryfikować uczciwość i pracę sekretarzy partyjnych. Po tym okresie przyszedł czas patrzenia politykom na ręce. Dosłownie na nie, bo przecież dzięki kamerom telewizyjnym ustawionym w sali sejmowej, mogliśmy zobaczyć jak odbywa się głosowanie „na dwie ręce”.

Dziś protestują dziennikarze. I choć chciałoby się nie poruszać tych zatrważających haseł o powrocie poprzedniego ustroju, to trudno uniknąć porównań i skojarzeń.

Od 1-go stycznia 2017 roku, dziennikarz w Sejmie nie będzie mógł swobodnie przemieszczać się po jego korytarzach. Na galerii sali sejmowej będzie mógł przebywać, nie rejestrując obrazu i dźwięku.

To nie jest prosty zawód, ale jeden z najważniejszych. Dzięki ludziom, którzy pracują po kilkanaście godzin dziennie  w Sejmie, przeciętny Kowalski może zobaczyć wieczorem ze swojej kanapy relacje z posiedzeń, które bezpośrednio go dotyczyły.

Przeciętny Kowalski to suweren, który powinien mieć prawo do zweryfikowania swojej decyzji wyborczej. Co zobaczy, jeśli z sejmu znikną kamery? Otóż wyreżyserowane przedstawienie, uprzednio przygotowane i odpowiednio napisane przemówienie. Nie zobaczy kłopotliwych sytuacji i trudnych pytań, a rzeczywistość wirtualną.

W styczniu okaże się, że polityk traktuje salę plenarną z szacunkiem. Nie będzie jedzenia podczas obrad ani zdejmowania butów. Nie powtórzy się wpadka pani Kruk, która niegdyś w godzinach pracy nazbyt hucznie obchodziła swoje urodziny. Pan poseł Pyzik nie pokaże już środkowego palca opozycji, a były komunistyczny prokurator nie będzie tak kłuć w oczy. Nie zobaczymy, że przeciwko rządowi z mównicy sejmowej przemawiać będzie pani Henryka Krzywnos. Nie będzie nam dane obserwować pustych krzeseł na ważnych debatach, jak problem bezrobocia w Polsce czy kwoty wolnej od podatku. Nie zobaczymy ludzi stojących ramię w ramię i krzyczących „Konstytucja!”  Dziennikarze nie zaczepią zastępców marszałka i nie zapytają, wpędzając ich w zakłopotanie, na co przeznaczą premie świąteczne w wysokości 13.000 zł.

Bardzo trudno oprzeć się wrażeniu, że dzieje się coś niedobrego. I choć pani rzecznik Pis-u, Beata Mazurek zapewnia, że nowa rola dziennikarzy w Sejmie to standardy zaczerpnięte z parlamentu europejskiego, nie można dać wiary jej słowom. W parlamencie europejskim dziennikarze mogą swobodnie poruszać się na korytarzu i zaczepiać polityków, mogą również relacjonować posiedzenia parlamentu.

Swobodną pracę dziennikarzom zapewnia sama Konstytucja. Pozostaje jednak pytanie, czy jest ona jeszcze aktualna?

A chcąc wierzyć w dobre intencje Kancelarii Sejmu, może tak naprawdę chodzi o spokojną pracę dla dziennikarzy? Oni też na korytarzach sejmowych bywają narażani na ataki…