Trudni ludzie są jak demon, który odwiedził cesarza.

Trudni ludzie są jak demon, który odwiedził cesarza.

Trudni ludziE to synonim osób wysysających naszą energię, przytłaczających nas i męczących. Złośliwych, nie rozumiejących aluzji, a niekiedy nawet i sprawiających przykrość.

_______________________________________________________

Aby poradzić sobie z problemem, jakim są trudni ludzie, należy przede wszystkim zdać sobie sprawę, że są oni integralną częścią życia. Gdy to pojmiemy, zrozumiemy, że napotykanie problematycznych ludzi nie jest niczym wyjątkowym. Nie ma znaczenia czym się zajmujesz, dokąd zmierzasz i jak się zachowujesz. Zawsze na nich wpadniesz.

Tak więc,

po pierwsze) tak naprawdę, możemy spojrzeć na trudnych ludzi jak na życiowe dobrodziejstwo. Oni uczą nas cierpliwości i współczucia. W gruncie rzeczy prowadzą nas ku ogromnej mądrości. Naprawdę, od miłych ludzi nie nauczymy się aż tak wiele. Przyjemnie z nimi spędzimy czas, ale przy trudnych ludziach dostaniemy ogromną nauczkę. Należy założyć, że cokolwiek nas irytuje, cokolwiek sprawia nam kłopot, jest naszym nauczycielem.

po drugie) Większość problemów z trudnymi ludźmi pochodzi od nas, od sposobu w jaki na nich reagujemy. Ktoś kiedyś powiedział:

„jeśli spotkasz trudną osobę, pamiętaj: Ty musisz znosić jej towarzystwo tylko przez kilka minut, co najwyżej, przez kilka godzin. Ona natomiast musi żyć sama ze sobą przez cały dzień.”

Jeśli pomyślimy, jak irytujący dla nas są ci ludzie, tak samo irytujący są dla siebie samych. Biedni ludzie muszą żyć z takim umysłem przez 24 godziny na dobę. To cudowna refleksja. Kiedy widzimy takich ludzi, wiedząc że są tak nieznośni dla nas, to są również nie do zniesienia dla siebie samych. To przemyślenie wzbudzi w nas mnóstwo współczucia, zdamy sobie sprawę z bólu, który oni odczuwają oraz dlaczego są tak dla nas trudni.

po trzecie) warto uświadomić sobie, że pewne rzeczy i ludzie w naszym życiu są tymczasowe, nie zawsze będą obecne. Bycie uciążliwym to zaledwie etap, który ludzie przechodzą w swoim życiu.Pewnie, że to stadium może trwać od narodzin aż do śmierci:) ale w końcu dobiega końca. Nie jest wieczne.

Przyjemnie jest wiedzieć, że ludzi można naprawdę zmienić, można zaobserwować ich rozwój. Można sprawić, że będą bardziej sympatyczni, wrażliwsi i mniej wymagający. Ale jak?

Jest taka klasyczna historyjka. To historia o demonie, który odwiedził pałac cesarza…

Kiedy demon przyszedł do pałacu, cesarza akurat nie było. Demon wyglądał okropnie. Był tak straszny, przerażający i brzydki, że wszyscy zamarli na widok tego obślizgłego, obrzydliwego stworzenia. Demon skorzystał z przerażania wszystkich i przeszedł przez pałac, usadawiając się na cesarskim tronie. Jak tylko demon zasiadł na tronie, strażnicy i ministrowie wrócili do zmysłów i  krzyknęli:

„wynoś się stąd, co ty sobie myślisz? To miejsce dla cesarza!”

Po tych nieuprzejmych okrzykach demon urósł o metr. Stał się brzydszy,bardziej cuchnący i więcej przeklinał. To jeszcze bardziej rozwścieczyło żołnierzy i ministrów. Wyciągnęli szable i zacisnęli pięści. Ale przy każdym złym słowie, negatywnej reakcji a nawet przy nieuprzejmej myśli, demon coraz bardziej się powiększał.

Zanim cesarz wrócił do pałacu, demon był tak ogromny, że zajmował pół sali tronowej. Wulgaryzmy wydobywające się z demona były gorsze niż to, co opowiada Donald Trump. Pojawienie się więc tak uciążliwego stwora w pałacu, było ogromnym problemem.

Gdy cesarz powrócił, rzekł do demona:

„witaj potworze! Bardzo ci dziękuję, że mnie odwiedziłeś. Dlaczego tak długo zwlekałeś z wizytą?”

Po tych kilku miłych słowach potwór zmalał o metr. Stał się mniej cuchnący i mniej obelżywy. Wszyscy w pałacu zdali sobie sprawę ze swojego błędu. Zamiast krzyczeć do demona „wynocha”,zaczęli zwracać się do niego „witaj”.Ktoś podał mu wodę, ktoś inny wymasował mu stopy. Po każdym miłym słowie, dobrym uczynku i dobrej myśli, demon malał o metr. Stawał się mniej brzydki, mniej odpychający i cuchnący. Demon malał, a oni zalewali go dobrocią.Przy ostatnim dobrym słowie, demon stał się centymetrowy, po czym zniknął.

Budda opowiadał tą historię w Udali, oczywiście bez wzmianki o Donaldzie Trumpie:) Budda mówił wtedy o demonach żywiących się gniewem. Kiedy karmisz je gniewem stają się większe, brzydsze i bardziej obraźliwe.

Powiedział, że jedynym sposobem na pozbycia się z życia demonów jest odwołanie się do dobroci.

Może więc trudni ludzie, których spotykamy na swojej drodze są właśnie takimi demonami karmiącymi się gniewem..?

 

Na podstawie wykładu Ajahna Brahma, mnicha z klasztoru Bodhinyana.