Nienawiść. Zbyt łatwo nam przyszła…

Nienawiść zbyt łatwo nam przyszła.

Kiedyś, jako dziecko, często siadywałam pod stołem. Oglądałam nogi cioć i wujków, głaskałam psa i kradłam paprykę konserwową. Ubóstwiałam ją, tą którą robiła babcia, z liściem laurowym i ziarenkami pieprzu. Nie było telefonów, a goście i tak zjawiali się w imieniny rodziców. Tata rano skręcał stół, mama robiła jajka z majonezem i sałatkę. Wieczorem na meblościance mnożyły się goździki, anturium i zestawy kosmetyków. Przy składaniu życzeń w przedpokoju zerkałam kto przyszedł z bombonierką. Potem po wódce, chyba Żytniej z czerwonym napisem, na stół wjeżdżał Krzaklewski, Wałęsa, Olszewski i wspominki o Gierku. Oj jak oni się nie zgadzali. Często z innymi dzieciakami nie ujawnialiśmy się pod stołem bo, raz na jakiś czas, mogliśmy podsłuchać przekleństwa. To była dopiero zabawa! Awantury o politykę były stałym elementem każdych imienin, ale nienawiść? Nie było o niej mowy. Pod koniec wszyscy wychodzili uśmiechnięci, wiedząc że zaraz zobaczą się znowu przy imieninowym stole u kogoś innego.

Polityka zawsze była obecna. Poglądy polityczne zawsze się różniły. A jednak nie to było najważniejsze, nie to decydowało o tym, co myślimy o innych. Nienawiść nie była pochodną czyjejś odmienności. Dziś jest inaczej…

Staliśmy się powierzchowni. Dokładnie tacy jak czasy, w których żyjemy. Emotikony wyrażają nasze uczucia, Photoshop jest definicją piękna, a „pokazać się” jest ważniejsze od „być”. Imieniny? Relikt przeszłości. Zbyt wiele nas dzieli.

Dlatego nikogo już nie dziwi, że ludzie powołujący się na wartości chrześcijańskie, wykrzykują „śmierć zdrajcom ojczyzny”, nikt nie zastanawia się, że ci „zdrajcy” to często ludzie o odmiennych poglądach. Anonimowo ludzie zostawiają sobie komentarze życzące śmierci czy kalectwa. Dziś każdy, kto ma majątek jest „złodziejem”, człowiek otwarty na świat – „lewakiem”, z z kolei głosujący na prawicę – „idiotą”.  Na ulicach jest coraz mniej uśmiechów, aktów dobrej woli czy życzliwości. Nienawiść zastąpiono słowem „hejt” i wszyscy przeszliśmy z tym do porządku dziennego. Czy naprawdę stoi za tym jeden człowiek, dość już stary i może samotny? Czy można tak łatwo i beznamiętnie stwierdzić, że „podzielił Polaków” i już? A może to z narodem jest coś nie tak? Zapomniał o własnej historii i o tym, że wszyscy jesteśmy ludźmi. Mamy różne życia, doświadczenia, poglądy, ale jednak to człowiek powinien być na samym początku.

Poziom agresji w Internecie sięgnął dna. Przed monitor komputera siadają ludzie z różnych środowisk i w imię poglądów politycznych wylewają na siebie morze szamba. Ojcowie, mężowie, studenci, mamy i babcie. Bez wyjątku, w przepełnianych jadem komentarzach można znaleźć każdego. Trudno o merytoryczną dyskusję, niekiedy strach coś skomentować. Nie trudno odnieść wrażenie, że nienawiść przychodzi zbyt łatwo, kiedy tylko odkryjemy przed innymi swoje odmienne poglądy.

I pozostaje tylko jedno pytanie, jeśli niektórzy z nas się nie obudzą, co w takim kraju będą robić nasze dzieci? Może i imię odmienności poglądów będą zarzynać się nożami…?