Zarzuty wynikające z różnicy pokoleń

Dlaczego wydajecie tyle kasy?!

 

Konflikty międzypokoleniowe nie są niczym nadzwyczajnym. Utarło się nazywanie takich sytuacji „różnicą pokoleń”. To wytłumaczenie można odnieść do Facebooka czy innych Snapchatów. Prawdziwe niezrozumienia wynikają, nie z rozwijającej się technologii, a z czasów. My pokolenie lat 80’ i 90’ dorastaliśmy w Polsce, o której nasi rodzice nawet nie marzyli. I nie chodzi o to, że teraz jest tak cudownie, a kiedyś było wręcz przeciwnie. Każde pokolenie ma swój sposób na życie, który głównie bierze się z otaczającej rzeczywistości. Źródło konfliktów nie tkwi jednak w innym stylu spędzania wolnego czasu, a w tym gdzie Polska była wtedy, a gdzie jest teraz. I tak oto rodzą się zarzuty starszego pokolenia, na które nam trudno nawet odpowiadać. Ale nikt nie broni spróbować…

 

Zarzut nr 1 Dlaczego tak szastacie pieniędzmi, wciąż coś kupujecie, nie oszczędzacie, wydajecie na pierdoły i niepotrzebne rzeczy?

Większość z pokolenia naszych rodziców i dziadków wie co to prawdziwa bieda. Lata, w których dorastali nasi rodzice nie były okresem dobrobytu dla Polski. Ich rodzice z kolei wiedzieli co to wojna. Stąd u naszych dziadków można było znaleźć piwnice wypchane cukrem i mąką. Odkładanie na tzw. „czarną godzinę” było czymś naturalnym. Każdy przedmiot eksploatowało się do końca. Jak się zużył to można, a nawet trzeba było go przerobić, dać mu drugie życie. W rodzinach wielodzietnych, a wówczas były wszędzie (co z kolei wynikało z nieświadomości antykoncepcji i innych czynników społecznych) buty przechodziły ze starszego rodzeństwa na młodsze. Tych przykładów można by wypisywać w nieskończoność.

Dziś jest inaczej. Jesteśmy pokoleniem korzystającym z życia. Wydajemy pieniądze na rzeczy, na które mamy ochotę. Dzięki nieograniczonej dostępności towarów wybieramy to co chcemy. Mamy zmywarki bo to oszczędność nie tylko wody, ale i czasu. Jesteśmy wygodni. Ułatwiamy sobie życie. Dla nas lampa nie tylko ma świecić, ma też wyglądać. W latach 80’ wszyscy mieli takie same abażury, bo innych nie było. Dziś mamy wybór. Chcemy i korzystamy z tego. Wydajemy na wakacje, bo lubimy podróżować. Nie kolekcjonujemy wypchanych skarpetek w wersalce, a wspomnienia. Mamy świat w zasięgu ręki, dlaczego mielibyśmy go nie zobaczyć? Wyrzucamy dziurawe gacie i kupujemy nowe. Już nie cerujemy. Nie mamy zamiaru też czekać na wojnę. I tak nasze oszczędności nam nie pomogą. Wojna w końcu nadejdzie, mówią o tym wszystkie analizy robione na świecie. Będzie krótka, a po niej ludzkość znowu powróci do maczug i kamieni. Tym bardziej chcemy korzystać z życia. Nie mamy też zamiaru czekać na „później”, bo mając po trzydzieści parę lat wiemy, że to „później” może nigdy nie nadejść. Umierają ludzie bardzo młodzi. Szkoda jest tracić czas na coś, co może nigdy się nie wydarzyć.

 

Zarzut nr 2 Czemu nie jesteście patriotami? Nie walczycie o prawdę, przecież Polskę tak rozkradli…!

Nasz patriotyzm jest w obawie o przyszłość, a nie w rozliczaniu przeszłości. To nie nasza walka. Być może w wieku 50-ciu, 60-ciu lat będziemy chcieli rozliczać tych, którzy rządzą lub będą rządzić nami kiedyś. I wówczas nie będzie to problemem naszych dzieci. Dla nas to co było to zapis historii. Nie interesują nas teczki, Bolki, słuszność stanu wojennego itp. Oczywiście wszystkie te wydarzenia miały wpływ na nasze życie. Mamy co do tego swoje poglądy. Jest to jednak przeszłość. To już się wydarzyło. Dla nas Niemcy, często nasi znajomi, to nie hitlerowcy, a mieszkańcy Europy, sąsiadującego państwa. Ukraińcy to nie banderowcy, a ludzie tacy jak my. Współczujemy im, bo spotkało ich coś czego byśmy nie chcieli doświadczyć. Rozmawiamy z nimi, są tacy sami. Mają małe dzieci, lubią podobne rzeczy, chodzą do kina, nie wybierali miejsca, w którym się urodzili. Nie mieli wpływu na historię swojego kraju.

Nasz patriotyzm to sentyment do miejsca w którym się wychowywaliśmy. To ważne, ale myślimy głównie o sobie. My nie jesteśmy tylko Polakami, jesteśmy również Europejczykami. Opuszczamy nasz kraj kiedy nie możemy normalnie tu żyć. Nie mamy problemu w szukaniu swego miejsca z dala od Polski. Bardziej zajmuje nas strach przed nieprzemyślanymi ruchami naszego rządu, niż to czy Lech Kaczyński był większym bohaterem niż Lech Wałęsa. Bo dla nas obniżenie ratingu to nie „zemsta nieprzychylnych za granicą”, a zwiększenie raty kredytu we frankach. Dla nas zabranie pieniędzy z OFE, obniżenie wieku emerytalnego i 500+ (ustawa napisana na kolanie) to nie patriotyzm, a przyszłe kłopoty dla naszych dzieci i naszych potencjalnych emerytur.

 

Zarzut nr 3  Nie macie czasu dla rodziny

Mamy tyle ile możemy. Dziś mało która praca trwa od 7 do 15. Te czasy się skończyły. Wciąż się dokształcamy i rozwijamy. Jeśli mamy dzieci to inwestujemy też w ich wolny czas. Posługujemy się kalendarzami. Często mamy zaplanowany cały miesiąc do przodu. Musimy myśleć o przyszłości, bo czasy w których po studiach otrzymywało się pracę już nie wrócą. Nikt nie da nam mieszkań. Teraz jest kapitalizm i wiemy, że jak sami o siebie nie zadbamy, to zakład pracy za nas tego nie zrobi.

 

Zarzut nr 4  Nie chodzicie do kościoła!

Tu, uważam, jesteśmy mądrzejsi od poprzedniego pokolenia. Kościół… Dlaczego rodzice nas tam posyłali? Otóż co powie babcia? Co sąsiadka?, Co ksiądz? i w ogóle wszyscy święci? Wychowałam się na osiedlu gdzie w latach 90’ jedna rodzina nie chodziła do kościoła. Co mówili inni? Kocia wiara! Niektóre dzieci nie bawiły się z tamtymi szarlatanami… Dziś nie chodzimy do kościoła, bo nie chcemy być hipokrytami. Jeśli ktoś coś o nas mówi, to z reguły mało nas to interesuje. Dziś zdajemy sobie sprawę, że niektóre osoby w kościołach mają tyle wspólnego ze znajomością religii, którą rzekomo wyznają, co pani Pawłowicz z posiadaniem dzieci. Jak opisany przypadek TUTAJ . A jednak niewybrednie wypowiada się o in vitro i podobnych tematach dotyczących macierzyństwa. To jest właśnie hipokryzja. Dziś mamy Internet, dostęp niemalże do wszystkiego. Jeśli znamy język, możemy ściągać rzeczy niepublikowane w Polsce. Ale nie musimy od razu rozmawiać o Apokryfach Starego Testamentu, Mahabharacie czy Mitach Sumeryjskich. Podyskutujmy z osobą chodzącą do kościoła o historii Biblii, okolicznościach jej powstawania, kontekście społecznym i usuniętych z niej ewangeliach…No właśnie, dlatego nie chodzimy do kościoła.

 

Zarzut nr 5 Co z tą waszą dietą? Poumieracie z głodu.

Wszyscy kiedyś umrzemy, ale my na pewno nie z powodu diety. Kiedyś podejście do stołu było bardzo proste. Mleko jest zdrowe dla kości. Mięso daje siłę, bo ma białko. A jakie miało być? Ktoś zapyta- i słusznie. Bo co było? Nic nie było. Na wsiach były krowy i świnie.

Dziś kiedy więcej wiemy i mamy wybór odchodzimy od tamtej diety. Oczywiście element ideologiczny i empatyczny jest jak najbardziej istotny. Prawa zwierząt to w Polsce nowy temat, nie do końca przez poprzednie pokolenia zrozumiały. Trudno. Nad tym nie ma co płakać. Nie zmienimy tego. Ale o diecie wiemy znacznie więcej. Mleko jest dla cieląt. Tylko ludzie wykorzystują mleko samicy innego gatunku w celach konsumpcyjnych. O tym TUTAJ . Mleko i wapń? Więcej wapnia jest w kapuście, szpinaku, jarmużu, brokułach, sezamie, białej fasoli i migdałach. A mięso? Znacznie od niego zdrowsze są rośliny strączkowe, przynajmniej nie zawierają antybiotyków, zawierają za to tyle samo lub więcej białka. Konieczność jedzenia mięsa, picie mleka i rosół w niedzielę to nic innego niż niepisana tradycja, która mało ma wspólnego z koniecznością. To samo dotyczy wigilijnego karpia. Tradycyjną rybą wigilijną był szczupak. W PRL-u wymyślono hasło „Karp na każdym wigilijnym stole w Polsce”. Miało to tylko i wyłącznie związek z niemozliwością dostarczania ryb przez cały rok do sklepów Centrali Rybnej. Flota rybacka była zniszczona, dlatego komuna wpadła na prosty pomysł, aby ofiarować ludowi rybę na święta. Stąd też zwyczaj, który nie wiedzieć czemu przetrwał do dziś, mianowicie przynoszenie żywego karpia do domu. Wtedy powód był banalny – dawali go w takiej formie w zakładach pracy. Dlaczego robi się tak dziś? Nasze pokolenie tego nie rozumie. I tak oto co roku na większości stołach w wigilijny wieczór króluje komuna, a nie tradycja.

 

Z pewnością te zarzuty starszego pokolenia mogą dotyczyć innych rzeczy, może być ich więcej. Są one ściśle związane z tym skąd pochodzi nasza rodzina i jakie wartości uznaje. Najważniejsze jednak jest to, aby dać starszemu pokoleniu pełne prawo do formułowania takich pretensji, chociażby z szacunku do tego, że więcej w życiu przeżyli. Nas i tak nie zmienią, tak jak my nie wpłyniemy na nich. Bo najszczęśliwsze życie to takie, w którym idziemy własną drogą, a nie tą którą każą iść nam inni.

A różnice pokoleń były i będą. Za chwilę to my będziemy pouczać nasze dzieci i wnuki.